- Otwórzcie notatniki,
nie, zostawcie je, rozpocznijmy lekcję od modlitwy! – Typowa logika nauczycieli
w tej szkole… - Riverside, przestań mi przeszkadzać, przez swoje zachowanie i
oceny w końcu nie zdasz do następnej klasy, nie dostaniesz skrzydeł i nie zostaniesz
Bojownikiem Pana! Czy TEGO właśnie chcesz?
Zrezygnowany
westchnąłem, nie mając ochoty na kolejną bezsensowną kłótnię, i złożyłem ręce,
mamrocząc losowe słowa jakiejś nieznanej mi bliżej litanii, którą zapewne już
dawno powinienem umieć.
Nie byłem
niczyim pupilkiem, nie byłem dobrym uczniem ani nawet przeciętnym. Dla
większości nauczycieli fakt, że jeszcze jestem w tej szkole pozostawał
tajemnicą boską. Jedynym przedmiotem, który na pewno zaliczałem bez zagrożenia
był OiW (Obrona i Walka), no, i może sport, co przy mojej zręczności i gibkości
nie było niczym dziwnym. Moim wzorem byli Czterej, których wybrał Pan. Mogli
walczyć nie tylko z demonami i mieszkańcami piekieł oraz z buntownikami, ale i
z heretykami na Ziemi. Moim marzeniem było dołączyć do tych legend i mieć specjalne
gwiazdy naczolne. Zapewne jednak skończy się na tym, że zostanę z gwiazdą
klasyczną i będę służył w Straży, z rozgoryczeniem zabijając najzwyklejsze
demony oraz tchórzy z jaskiń w lasach.
- Widzę, że
Nike mało interesuje lekcja. Na pewno opowie nam jej temat, skoro tak dużo o
niej wie, by siedzieć i ziewać pod oknem.
Wstałem,
rzuciłem oknem na błyszczące słowa znikające z powietrza i powiedziałem
zdecydowanie:
- Jak wam
zapewne wiadomo, Bitwa pod Wonderpolis odbyła się w tysiąc sześćset
sześćdziesiątym szóstym roku. Nasi dzielni żołnierze, wykorzystując wszystkie
możliwe oddziały, a także okolicznie zamieszkałe anioły, pokonali buntowników.
Bohaterem tej wojny został młody, niespełna trzystuletni anioł, który za swoją
niezwykłą odwagę i pomoc rannym, został przez Boga mianowany jednym z Czterech,
których wybrał. - Zadowolony usiadłem z uśmiechem triumfu. Tematy o nich znałem
na pamięć.
Historyczka
skrzywiła się i odmaszerowała, po czym oznajmiła ze źle skrywaną niechęcią:
- Bardzo
dobrze, Nike, nie jesteś już zagrożony z mojego przedmiotu, a co gorsza… -
Zawahała się. - … to znaczy, a poza tym wychodzi ci ocena dobra na koniec roku.
Ze złośliwym
uśmieszkiem rozejrzała się po klasie w poszukiwaniu następnej ofiary, która tym
razem zrobi z siebie totalnego idiotę, ale jej plan został udaremniony przez
dzwonek. Mata Hari warknęła i szybko zadała nam pięć kartek zadań do domu.
Szybko
wybiegliśmy z klasy, starając się nie spóźnić na lekcję. Zawsze mnie dziwiło,
dlaczego dzwonki są przystosowane do nauczycieli, którzy błyskawicznie
przelatywali z klasy do klasy, a nie do nas, biednych uczniów ledwo zdążających
na lekcje. Spóźnienia były normą, aczkolwiek tylko wąskie grono wychowawców
rozumiało, dlaczego nie jesteśmy w stanie zdążyć. Oni też usiłowali przekonać
dyrektorkę, żeby wydłużyła przerwy. Niestety, była ona zdania, że jeśli ona
zdąża przyjść do klasy w tym tempie, to wszyscy potrafią. Nic jej nie obchodził
fakt, że ona miała skrzydła, a my dopiero je dostaniemy. Wszyscy zazdrościli
maturzystom, którzy zbierali się na auli i dostawali możliwość latania, co było
jednoznaczne z końcem szkoły. Ja znajdowałem się w tym szczęśliwym gronie i już
za tydzień miałem mieć pióropusz puszystych białych piór.
Życie
pokazało, że bardzo, ale to bardzo się pomyliłem. I to w stosunku do
wszystkiego.
Na razie
jednak wbiegłem do klasy sporo po dzwonku razem z grupa innych spóźnialskich.
Męczennica tylko na nas popatrzyła ze swoim wyrazem twarzy, któremu
zawdzięczała swoje przezwisko.
- Wejdźcie,
właśnie maiłam powiedzieć, kto ma zagrożenie i może nie zdać, a tym samym nie
dostać skrzydeł.
Zaraz.
Zaraz. Co?
- Crystall
Avalon, Raven Gold i Nike Riverside muszą poprawić poprawić większość
przedmiotów, jeśli chcą być pełnoprawnymi aniołami. Listy z wykazem
przedmiotów, godzinami popraw i nauczycielami leżą na biurku. W tym czasie jako
jedyni nie będziecie mieli czasu wolnego.
Popatrzyłem
na nią z przerażeniem w oczach. Okres, który powinienem poświęcić na robienie z
siebie dziwki, spędzę na bieganiu od klasy do klasy i usiłowaniu by zaliczyć
kolejne przedmioty. Mimowolnie zerknąłem na listę i uśmiechnąłem się na widok
skreślonego „niezaliczone” przy historii, i napisie dobry tuż obok. Ogólnie
zaliczyłem język aniołów, demonów, łacinę i dodatkowy ludzki (wybrałem włoski,
bo wydawał się najprostszy, a poza tym to język którego używają w pobliżu
siedziby boskiego wysłannika) na dostateczny i byłem z siebie dumny z tego
powodu. Rozpromieniłem się na widok notatki Salomona, nauczyciela sportu i OiW,
przy moich szóstkach z tych przedmiotów: „Jesteś najlepszym z moich
dotychczasowych uczniów… w szkole!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dopisek
„w szkole” ma wielkie znaczenie. Zaskoczył mnie fakt, że Michał Anioł
litościwie postawił mi dobry z zajęć artystycznych z tajemniczym dopiskiem:
„Jesteś do mnie podobny – masz wiele talentów”. Nie zaliczyłem wszystkich
przedmiotów ścisłych, a także zajęć technicznych, muzycznych oraz jakiś spotkań…
z TKACZKĄ?!
Widzę, że
zaliczenie będzie bardzo, ale to bardzo ciężkie.
Kątem oka
zauważyłam, jak Crystall, córka tutejszego władcy krzywi się i odrzuca swoje
długie blond włosy w stronę Amartetti’ego, nasze cudowne dziecko od przedmiotów
ścisłych i stwierdziłem, że ma tę samą poprawę co ja, ale będzie mieć lepsze
ściągi. Raven, jak to on, uśmiechnął się do mnie radośnie i lekko kpiąco, po
czym pokazał kciuk do góry. Pewnie wszystko zaliczy od razu, jest geniuszem
improwizacji na temat.
- A
tymczasem moje aniołeczki, zejdziemy na aulę i poćwiczymy nasze ustawienie na
wasza maturę!
Zrezygnowany
powlokłem się na końcu rozgadanej grupy, gdzie popadli mnie Avalon i Gold.
- Co
poprawiasz? – zapytała dziewczyna, robiąc uwodzicielską minę. Skrzywiłem się,
ponieważ już dawno wytłumaczyłem jej, że nie jest w moim typie, a ona tego po
prostu nie rozumiała, uważając się za boginię piękności, której nikt nie może
się oprzeć. Raven popatrzył na nią maślanym wzrokiem, a ja westchnąłem
- Prawie
wszystko – rzuciłem w końcu. – A wy?
- Ja… -
zaczęła. - …przedmioty ścisłe, nudziarstwo nad nudziarstwami. I szycie, a
przecież mogę się pokłuć tą igłą! Ale czego się nie zrobi dla takich ślicznych,
puszystych skrzydełek, szczególnie jeśli pasują mi do sukienki na maturę!
Płytkość jej
wypowiedzi mnie poraziła i po raz kolejny zastanowiłem się co wszyscy w niej
widzą, ale po chwili stwierdziłem, że uroda i odpowiednie wymiary wszystko
załatwiają.
- Ja mam
muzykę, historię i tkactwo – wyszeptał mój przyjaciel niechętnie, nie
przerywając patrzenia się na dekolt Crystall. Jęknąłem z rozpaczy w duszy na
ten widok, ale go nie skomentowałem, za to uśmiechnąłem się i stwierdziłem:
- No to mamy
w trójkę spotkanie z prządką…
-
Aniołeczki, stańcie w rządku po dwóch stronach, nie, ty nie tu, idź na tamtą
stronę, ty bardziej na prawo, nie to prawo, moje prawo, przestańcie wreszcie
gadać. – Męczennica ustawiała nas, starając się nie zwariować. Jej wysiłki
przerwało stado uczniów wbiegających na salę.
- Jest
alarm! Znaczy były trzy dzwonki, ale nie było wiadomości o próbie, więc myślę
że to prawdziwy – powiedziała Mata Hari do pytającej ją o to wtargnięcie naszej
wychowawczyni.
Po chwili na
aulę wleciała dyrektorka i stanęła przy mikrofonie.
- Mam wam do
przekazania widomość o wadze wszechświatowej. Wczoraj około godziny dwunastej w
pobliżu Styksu zaginął… - Przerwa dla dramatyzmu, to takie w jej stylu… - …Duch
Święty pod postacią gołębicy. Ktokolwiek wie coś o tej sprawie, niech zgłosi
się na najbliższą stację Straży. Proszę o nie wpadanie w panikę. A teraz udajcie
się na lekcje w ciszy i spoko… - Jej wypowiedź została zagłuszona przez
histeryczny krzyk jakiejś drugoklasistki. Już po chwili większość sali biegała
i krzyczała, a grono pedagogiczne z przerażeniem patrzyło na ten chaos.
Ponieważ ja nie odczuwałem nawet najmniejszej potrzeby robienia z siebie
kretyna, rozejrzałem się dookoła i zauważyłem, że w kącie stoi chłopak równie
spokojny co ja i się uśmiecha, co nawet dla mnie było dość bezczelne i
nieadekwatne w obliczu tragedii narodowej. Przyjrzałem mu się dokładniej i
zauważyłem, że wygląda jakby co najmniej przeszedł eliminacje do wojska –
pokrywała go warstwa błota, kurzu i jakiś krzaków, co czyniło go
nierozpoznawalnym, ale po dłuższym przyjrzeniu się stwierdziłem, że ma blond
włosy, żołnierski strój i gołębia na ramieniu. Gołębia, który był olśniewający
biały i świetlisty. Otworzyłem szeroko usta i oczy, gdy pojąłem, że właśnie
patrzę na Ducha Świętego, jednego z Wielkiej Trójcy. Już chciałem zacząć
krzyczeć, kiedy chłopak złożył błagalnie ręce, nie przestając krnąbrnie się
uśmiechać. W jego zielonych oczach igrały ogniki, które w jakiś sposób pokazały
mi, że nie rozstanie się z tym ptakiem choćby musiał zginąć. I zamknąłem się,
uśmiechając się do niego i wykonując ruch, który oznaczał, że nic nie
widziałem. Odmachał mi radośnie i zniknął w ciemności, a ja poczułem lekkie
pieczenie na czole, więc przeczuwając, że wyszło mi tam coś paskudnego,
poprawiłem grzywkę tak, żeby je zakryć. Jeszcze nie wiedziałem, że właśnie
uratowałem swoje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz