sobota, 6 lipca 2013

Prolog

Wysoko w górach, wśród nieprzebytych lasów Netherabithii w szczelinie grzbietu gasło ognisko. Po ścianach jaskini pełzały odblaski dogorywających płomieni, sprawiając, że barwne rysunki zaczęły blaknąć i znikać. W końcu została tylko jedna mała pochodnia, nic niedająca w ogromie przestrzeni. Wraz z ciemnością pojawił się chłód, przez który postacie skłębione w środku wtuliły się w siebie, nie protestując na ścisk, który zapanował. Ktoś zaczął nucić melodię, która została błyskawicznie podchwycona przez innych i po chwili cała grota zapełniła się echem śpiewu pełnego marzeń, nadziei i tęsknoty.
W progu ktoś się pojawił. Natychmiast zapanowało poruszenie i jakiś młody głos szybko warknął:
- Hasło.
Odpowiedzią był krótki śmiech i początek okrzyku: „Znalaz…!”. Miało to być zapewne wezwania „Znalazłem ich!”  dla posiłków, ale nigdy nie zostało dokończone, ponieważ w powietrzu przemknął cień, a w świetle księżyca coś błysnęło. Ktoś uniósł pochodnię w idealnym momencie, by zobaczyć, jak chłopak z długimi blond włosami ze wściekłością w zielonych oczach zatapia ostrze w gardle jakiegoś wyższego rangą anioła, po czym zadowolony wyciąga je, nie przejmując się krwią brudząca jego ręce i ubrane, a nawet twarz, a jego ofiara pada na ziemię. Oblizał ręce ze złotego płynu i wypluł, mrucząc pod nosem: „Znowu nie ten…”. W tym samym momencie inna istota znowu pojawiła się przy wejściu. Ktoś inny zapytał jeszcze bardziej szorstko:
- Hasło?!
Człowiek przy wejściu ze stoickim spokojem wyszeptał zmęczonym głosem:
- Ceną wolności nie jest śmierć. A poza tym bardzo dobra i szybka reakcja, Max, myślę, że mimo że jesteś jednym z najmłodszych z nas, zostaniesz szybko wybrany na przywódcę.
Zapanowało wielkie poruszenie, które nieznajomy szybko uciszył zdecydowanym głosem. Reakcja chłopaka była błyskawiczna.
- Salomon! Dawno cię nie widzieliśmy. Dlaczego nie wracałeś tak długo? – rzucił z radością, ale i z lekkim wyrzutem.
- Ponieważ, mój drogi, polowania na buntowników się ostatnio się nasiliły, jakbyś nie zauważył. – Mężczyzna trącił czubkiem buta ciało zamieniające się w pył. Max z nienawiścią syknął.
- Dlaczego? Stało się coś szczególnego?
- Tak. – Wskazał za chłopaka, który stał tuż obok niego, a którego wcześniej nie zauważono. Jego twarz skrywał kaptur, który teraz odrzucił. W jego błękitnych oczach odbijał się z całe niebo. – ON się pojawił.
Zebrani w jaskini z szacunkiem i trwogą pochylili głowy na widok gwiazdy Boskiej Mocy. Równocześnie sięgnęli rękami do własnych skażonych znaków i ze smutkiem myśleli o czasach, kiedy były piękne. Jedynie zielonooki nie wykonał tego ruchu. Wiedział, że trafi na okrągłą wypukłość, która oznaczała, że jego gwiazda została brutalnie zniszczona i pozostała po niej tylko źle zagojona blizna. Szybko i wściekle warknął:
- Jeśli go mamy, to dlaczego nie atakujemy? Przecież jest pewnym zwycięstwem.
Salomon popatrzył na niego ze współczuciem. Jedynie on znał tę historię, ponurą i smutna historię, historię pełną bólu i rozpaczy.
- Potrzebujemy jeszcze jednego pionka, który ich może obronić. A twoim zadaniem będzie go zdobyć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz