niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 1

- Otwórzcie notatniki, nie, zostawcie je, rozpocznijmy lekcję od modlitwy! – Typowa logika nauczycieli w tej szkole… - Riverside, przestań mi przeszkadzać, przez swoje zachowanie i oceny w końcu nie zdasz do następnej klasy, nie dostaniesz skrzydeł i nie zostaniesz Bojownikiem Pana! Czy TEGO właśnie chcesz?
Zrezygnowany westchnąłem, nie mając ochoty na kolejną bezsensowną kłótnię, i złożyłem ręce, mamrocząc losowe słowa jakiejś nieznanej mi bliżej litanii, którą zapewne już dawno powinienem umieć.
Nie byłem niczyim pupilkiem, nie byłem dobrym uczniem ani nawet przeciętnym. Dla większości nauczycieli fakt, że jeszcze jestem w tej szkole pozostawał tajemnicą boską. Jedynym przedmiotem, który na pewno zaliczałem bez zagrożenia był OiW (Obrona i Walka), no, i może sport, co przy mojej zręczności i gibkości nie było niczym dziwnym. Moim wzorem byli Czterej, których wybrał Pan. Mogli walczyć nie tylko z demonami i mieszkańcami piekieł oraz z buntownikami, ale i z heretykami na Ziemi. Moim marzeniem było dołączyć do tych legend i mieć specjalne gwiazdy naczolne. Zapewne jednak skończy się na tym, że zostanę z gwiazdą klasyczną i będę służył w Straży, z rozgoryczeniem zabijając najzwyklejsze demony oraz tchórzy z jaskiń w lasach.
- Widzę, że Nike mało interesuje lekcja. Na pewno opowie nam jej temat, skoro tak dużo o niej wie, by siedzieć i ziewać pod oknem.
Wstałem, rzuciłem oknem na błyszczące słowa znikające z powietrza i powiedziałem zdecydowanie:
- Jak wam zapewne wiadomo, Bitwa pod Wonderpolis odbyła się w tysiąc sześćset sześćdziesiątym szóstym roku. Nasi dzielni żołnierze, wykorzystując wszystkie możliwe oddziały, a także okolicznie zamieszkałe anioły, pokonali buntowników. Bohaterem tej wojny został młody, niespełna trzystuletni anioł, który za swoją niezwykłą odwagę i pomoc rannym, został przez Boga mianowany jednym z Czterech, których wybrał. - Zadowolony usiadłem z uśmiechem triumfu. Tematy o nich znałem na pamięć.
Historyczka skrzywiła się i odmaszerowała, po czym oznajmiła ze źle skrywaną niechęcią:
- Bardzo dobrze, Nike, nie jesteś już zagrożony z mojego przedmiotu, a co gorsza… - Zawahała się. - … to znaczy, a poza tym wychodzi ci ocena dobra na koniec roku.
Ze złośliwym uśmieszkiem rozejrzała się po klasie w poszukiwaniu następnej ofiary, która tym razem zrobi z siebie totalnego idiotę, ale jej plan został udaremniony przez dzwonek. Mata Hari warknęła i szybko zadała nam pięć kartek zadań do domu.
Szybko wybiegliśmy z klasy, starając się nie spóźnić na lekcję. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego dzwonki są przystosowane do nauczycieli, którzy błyskawicznie przelatywali z klasy do klasy, a nie do nas, biednych uczniów ledwo zdążających na lekcje. Spóźnienia były normą, aczkolwiek tylko wąskie grono wychowawców rozumiało, dlaczego nie jesteśmy w stanie zdążyć. Oni też usiłowali przekonać dyrektorkę, żeby wydłużyła przerwy. Niestety, była ona zdania, że jeśli ona zdąża przyjść do klasy w tym tempie, to wszyscy potrafią. Nic jej nie obchodził fakt, że ona miała skrzydła, a my dopiero je dostaniemy. Wszyscy zazdrościli maturzystom, którzy zbierali się na auli i dostawali możliwość latania, co było jednoznaczne z końcem szkoły. Ja znajdowałem się w tym szczęśliwym gronie i już za tydzień miałem mieć pióropusz puszystych białych piór.
Życie pokazało, że bardzo, ale to bardzo się pomyliłem. I to w stosunku do wszystkiego.
Na razie jednak wbiegłem do klasy sporo po dzwonku razem z grupa innych spóźnialskich. Męczennica tylko na nas popatrzyła ze swoim wyrazem twarzy, któremu zawdzięczała swoje przezwisko.
- Wejdźcie, właśnie maiłam powiedzieć, kto ma zagrożenie i może nie zdać, a tym samym nie dostać skrzydeł.
Zaraz. Zaraz. Co?
- Crystall Avalon, Raven Gold i Nike Riverside muszą poprawić poprawić większość przedmiotów, jeśli chcą być pełnoprawnymi aniołami. Listy z wykazem przedmiotów, godzinami popraw i nauczycielami leżą na biurku. W tym czasie jako jedyni nie będziecie mieli czasu wolnego.
Popatrzyłem na nią z przerażeniem w oczach. Okres, który powinienem poświęcić na robienie z siebie dziwki, spędzę na bieganiu od klasy do klasy i usiłowaniu by zaliczyć kolejne przedmioty. Mimowolnie zerknąłem na listę i uśmiechnąłem się na widok skreślonego „niezaliczone” przy historii, i napisie dobry tuż obok. Ogólnie zaliczyłem język aniołów, demonów, łacinę i dodatkowy ludzki (wybrałem włoski, bo wydawał się najprostszy, a poza tym to język którego używają w pobliżu siedziby boskiego wysłannika) na dostateczny i byłem z siebie dumny z tego powodu. Rozpromieniłem się na widok notatki Salomona, nauczyciela sportu i OiW, przy moich szóstkach z tych przedmiotów: „Jesteś najlepszym z moich dotychczasowych uczniów… w szkole!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dopisek „w szkole” ma wielkie znaczenie. Zaskoczył mnie fakt, że Michał Anioł litościwie postawił mi dobry z zajęć artystycznych z tajemniczym dopiskiem: „Jesteś do mnie podobny – masz wiele talentów”. Nie zaliczyłem wszystkich przedmiotów ścisłych, a także zajęć technicznych, muzycznych oraz jakiś spotkań… z TKACZKĄ?!
Widzę, że zaliczenie będzie bardzo, ale to bardzo ciężkie.
Kątem oka zauważyłam, jak Crystall, córka tutejszego władcy krzywi się i odrzuca swoje długie blond włosy w stronę Amartetti’ego, nasze cudowne dziecko od przedmiotów ścisłych i stwierdziłem, że ma tę samą poprawę co ja, ale będzie mieć lepsze ściągi. Raven, jak to on, uśmiechnął się do mnie radośnie i lekko kpiąco, po czym pokazał kciuk do góry. Pewnie wszystko zaliczy od razu, jest geniuszem improwizacji na temat.
- A tymczasem moje aniołeczki, zejdziemy na aulę i poćwiczymy nasze ustawienie na wasza maturę!
Zrezygnowany powlokłem się na końcu rozgadanej grupy, gdzie popadli mnie Avalon i Gold.
- Co poprawiasz? – zapytała dziewczyna, robiąc uwodzicielską minę. Skrzywiłem się, ponieważ już dawno wytłumaczyłem jej, że nie jest w moim typie, a ona tego po prostu nie rozumiała, uważając się za boginię piękności, której nikt nie może się oprzeć. Raven popatrzył na nią maślanym wzrokiem, a ja westchnąłem
- Prawie wszystko – rzuciłem w końcu. – A wy?
- Ja… - zaczęła. - …przedmioty ścisłe, nudziarstwo nad nudziarstwami. I szycie, a przecież mogę się pokłuć tą igłą! Ale czego się nie zrobi dla takich ślicznych, puszystych skrzydełek, szczególnie jeśli pasują mi do sukienki na maturę!
Płytkość jej wypowiedzi mnie poraziła i po raz kolejny zastanowiłem się co wszyscy w niej widzą, ale po chwili stwierdziłem, że uroda i odpowiednie wymiary wszystko załatwiają.
- Ja mam muzykę, historię i tkactwo – wyszeptał mój przyjaciel niechętnie, nie przerywając patrzenia się na dekolt Crystall. Jęknąłem z rozpaczy w duszy na ten widok, ale go nie skomentowałem, za to uśmiechnąłem się i stwierdziłem:
- No to mamy w trójkę spotkanie z prządką…
- Aniołeczki, stańcie w rządku po dwóch stronach, nie, ty nie tu, idź na tamtą stronę, ty bardziej na prawo, nie to prawo, moje prawo, przestańcie wreszcie gadać. – Męczennica ustawiała nas, starając się nie zwariować. Jej wysiłki przerwało stado uczniów wbiegających na salę.
- Jest alarm! Znaczy były trzy dzwonki, ale nie było wiadomości o próbie, więc myślę że to prawdziwy – powiedziała Mata Hari do pytającej ją o to wtargnięcie naszej wychowawczyni.
Po chwili na aulę wleciała dyrektorka i stanęła przy mikrofonie.

- Mam wam do przekazania widomość o wadze wszechświatowej. Wczoraj około godziny dwunastej w pobliżu Styksu zaginął… - Przerwa dla dramatyzmu, to takie w jej stylu… - …Duch Święty pod postacią gołębicy. Ktokolwiek wie coś o tej sprawie, niech zgłosi się na najbliższą stację Straży. Proszę o nie wpadanie w panikę. A teraz udajcie się na lekcje w ciszy i spoko… - Jej wypowiedź została zagłuszona przez histeryczny krzyk jakiejś drugoklasistki. Już po chwili większość sali biegała i krzyczała, a grono pedagogiczne z przerażeniem patrzyło na ten chaos. Ponieważ ja nie odczuwałem nawet najmniejszej potrzeby robienia z siebie kretyna, rozejrzałem się dookoła i zauważyłem, że w kącie stoi chłopak równie spokojny co ja i się uśmiecha, co nawet dla mnie było dość bezczelne i nieadekwatne w obliczu tragedii narodowej. Przyjrzałem mu się dokładniej i zauważyłem, że wygląda jakby co najmniej przeszedł eliminacje do wojska – pokrywała go warstwa błota, kurzu i jakiś krzaków, co czyniło go nierozpoznawalnym, ale po dłuższym przyjrzeniu się stwierdziłem, że ma blond włosy, żołnierski strój i gołębia na ramieniu. Gołębia, który był olśniewający biały i świetlisty. Otworzyłem szeroko usta i oczy, gdy pojąłem, że właśnie patrzę na Ducha Świętego, jednego z Wielkiej Trójcy. Już chciałem zacząć krzyczeć, kiedy chłopak złożył błagalnie ręce, nie przestając krnąbrnie się uśmiechać. W jego zielonych oczach igrały ogniki, które w jakiś sposób pokazały mi, że nie rozstanie się z tym ptakiem choćby musiał zginąć. I zamknąłem się, uśmiechając się do niego i wykonując ruch, który oznaczał, że nic nie widziałem. Odmachał mi radośnie i zniknął w ciemności, a ja poczułem lekkie pieczenie na czole, więc przeczuwając, że wyszło mi tam coś paskudnego, poprawiłem grzywkę tak, żeby je zakryć. Jeszcze nie wiedziałem, że właśnie uratowałem swoje życie.

sobota, 6 lipca 2013

Prolog

Wysoko w górach, wśród nieprzebytych lasów Netherabithii w szczelinie grzbietu gasło ognisko. Po ścianach jaskini pełzały odblaski dogorywających płomieni, sprawiając, że barwne rysunki zaczęły blaknąć i znikać. W końcu została tylko jedna mała pochodnia, nic niedająca w ogromie przestrzeni. Wraz z ciemnością pojawił się chłód, przez który postacie skłębione w środku wtuliły się w siebie, nie protestując na ścisk, który zapanował. Ktoś zaczął nucić melodię, która została błyskawicznie podchwycona przez innych i po chwili cała grota zapełniła się echem śpiewu pełnego marzeń, nadziei i tęsknoty.
W progu ktoś się pojawił. Natychmiast zapanowało poruszenie i jakiś młody głos szybko warknął:
- Hasło.
Odpowiedzią był krótki śmiech i początek okrzyku: „Znalaz…!”. Miało to być zapewne wezwania „Znalazłem ich!”  dla posiłków, ale nigdy nie zostało dokończone, ponieważ w powietrzu przemknął cień, a w świetle księżyca coś błysnęło. Ktoś uniósł pochodnię w idealnym momencie, by zobaczyć, jak chłopak z długimi blond włosami ze wściekłością w zielonych oczach zatapia ostrze w gardle jakiegoś wyższego rangą anioła, po czym zadowolony wyciąga je, nie przejmując się krwią brudząca jego ręce i ubrane, a nawet twarz, a jego ofiara pada na ziemię. Oblizał ręce ze złotego płynu i wypluł, mrucząc pod nosem: „Znowu nie ten…”. W tym samym momencie inna istota znowu pojawiła się przy wejściu. Ktoś inny zapytał jeszcze bardziej szorstko:
- Hasło?!
Człowiek przy wejściu ze stoickim spokojem wyszeptał zmęczonym głosem:
- Ceną wolności nie jest śmierć. A poza tym bardzo dobra i szybka reakcja, Max, myślę, że mimo że jesteś jednym z najmłodszych z nas, zostaniesz szybko wybrany na przywódcę.
Zapanowało wielkie poruszenie, które nieznajomy szybko uciszył zdecydowanym głosem. Reakcja chłopaka była błyskawiczna.
- Salomon! Dawno cię nie widzieliśmy. Dlaczego nie wracałeś tak długo? – rzucił z radością, ale i z lekkim wyrzutem.
- Ponieważ, mój drogi, polowania na buntowników się ostatnio się nasiliły, jakbyś nie zauważył. – Mężczyzna trącił czubkiem buta ciało zamieniające się w pył. Max z nienawiścią syknął.
- Dlaczego? Stało się coś szczególnego?
- Tak. – Wskazał za chłopaka, który stał tuż obok niego, a którego wcześniej nie zauważono. Jego twarz skrywał kaptur, który teraz odrzucił. W jego błękitnych oczach odbijał się z całe niebo. – ON się pojawił.
Zebrani w jaskini z szacunkiem i trwogą pochylili głowy na widok gwiazdy Boskiej Mocy. Równocześnie sięgnęli rękami do własnych skażonych znaków i ze smutkiem myśleli o czasach, kiedy były piękne. Jedynie zielonooki nie wykonał tego ruchu. Wiedział, że trafi na okrągłą wypukłość, która oznaczała, że jego gwiazda została brutalnie zniszczona i pozostała po niej tylko źle zagojona blizna. Szybko i wściekle warknął:
- Jeśli go mamy, to dlaczego nie atakujemy? Przecież jest pewnym zwycięstwem.
Salomon popatrzył na niego ze współczuciem. Jedynie on znał tę historię, ponurą i smutna historię, historię pełną bólu i rozpaczy.
- Potrzebujemy jeszcze jednego pionka, który ich może obronić. A twoim zadaniem będzie go zdobyć.