Przepraszam, tu autorka, czy ktoś by mógł napisać chociaż jeden komentarz, PROSZĘ?
_____________________________________________________________________________________________
Wyruszył
o świcie, świadomy ryzyka tego posunięcia. On jednak nie zamierzał
czekać, aż się ściemni i będzie bezpieczny. Chciał wypełnić
swoją misję jak najszybciej i jak najlepiej, by w końcu skończyć
z tym znienawidzonym światem i zacząć inne życie. Mimo braku
skrzydeł poruszył się dużo ciszej niż większość aniołów
szkolonych przez lata. Dzięki temu parokrotnie minął już duże
oddziały patrolujące las w poszukiwaniu buntowników. W końcu
jednak konfrontacja musiała nastąpić, i stało się to wcześniej
niż później.
Naprawdę
ciemną nocą, kiedy nie było już widać zupełnie niczego, chłopak
wspiął się na drzewo, by być w miarę przygotowanym na atak.
Zanim jednak zamknął oczy, obok jego głowy ze świstem wbiła się
strzała. Nie musiał się specjalnie wysilać, by zauważyć wyrytą
na grocie złotą czwórkę. Po raz pierwszy od dawna poczuł
dławiący strach. Wobec największych aniołów we wszechświecie
był bezsilny i zupełnie bezbronny. Mimo tego przeskoczył na inną
gałąź i zwinnie zszedł z drzewa. Instynkt nakazywał mu uciekać
jak najdalej, ale wiedział, że to się nie uda. Jedyną opcją była
godna, bohaterska śmierć. Wyjął nóż, który od zawsze był jego
jedyną bronią i skoczył w ciemność. W ułamku sekundy trafił na
kogoś, w kim zatopił ostrze. Osoba zrzuciła go z siebie w mgnieniu
oka i chłopak boleśnie uderzył twarzą w ziemię. Jego usta
wypełnił metaliczny posmak, a po brodzie zaczęło coś ściekać.
Na oślep zadał następne cięcie, które spotkało się z celem.
Ofiara szarpnęła i wbiła coś głęboko w rękę Max'a. Chłopak
wyrwał się i kopniakiem usiłował trafić w głowę anioła. Po
krzyku i odgłosie upadku stwierdził, że mu się udało. Chwila
triumfu nie trwała długo, ponieważ wokół jego szyi zacisnęły
się ręce. Krztusząc się, Max zaczął się dusić, a nie pomagało
mu to, że próbował się wyrwać. Ostatkiem sił wbił ostrze w
ciało gdzieś nad sobą i ze zdziwieniem stwierdził, ze ucisk
zniknął. Podniósł się, sycząc, gdy poczuł ból w ramieniu i
poczuł dumę, gdy tamten go nie zaatakował. Po omacku poszukał
dłoni i z szatańskim, wariackim śmiechem stwierdził, że nie
czuje pulsu. Wciąż czuł absurd całej sytuacji. Zabił jednego z
tej wielkiej czwórki, jednego z największych wojowników, jednego z
tych uznawanych za wiecznych. Spróbował przywołać swoje anielskie
moce, by wytworzyć światło, ale efektem była mała iskra, która
natychmiast zgasła, nie ukazując niczego. Wściekle kopnął w
przedmiot obok siebie, myśląc, że to kamień. Zamiast tego
usłyszał pełne wyrzutu gruchanie gołębia. Pochylił się i
podniósł go. W słabym świetle gwiazd dostrzegł tylko, ze ptak
jest śnieżnobiały. Zdziwiło go, że ufnie siedzi na ręce
człowiekowi, ale po chwili zobaczył bezwładnie zwisające
skrzydło. Pierwsze, o czym pomyślał to to, że jest cholernie
głodny, a gołąb mu już nie ucieknie. A drugie, że jest mu wstyd
za pierwszą myśl, bo istotą, która go uratowała od śmierci,
kiedy był mały był właśnie podobny do tego ptaka. Pogłaskał go
po piórach, a wtedy powietrze rozświetliło się jakby tysiące
aniołów tworzyło światełka. Spojrzał w dół. Pokonał
Raphael’a, drugiego najważniejszego z Czwórki. Nie mógł się
powstrzymać i zebrał trochę krwi na palce, po czym je polizał.
„Znowu nie ten” – pomyślał z żalem.
Nagle
uświadomił sobie, ze nie wygrał z nim dzięki swoim zdolnościom,
ale dzięki temu gołębiowi. Przyjrzał mu się i coś mu się
zaczęło przypominać, ale było to zbyt mgliste, by wiedział co.
Ptak w międzyczasie usadowił się wygodnie na jego ramieniu. Max
krzyknął, gdy pazury wbiły mu się w głęboką ranę i usiłował
zrzucić swojego prześladowcę, ale po chwili ból i krew zniknęły,
a rana zabliźniła się, po czym znikła bez śladu. Chłopak
nabożnie przechylił głowę.
- Cholera,
a ja cię chciałem zjeść. Jednak teraz mam z ciebie żywego
większy pożytek niż z jedzenia. Jesteś samczykiem czy samiczką?
Po chwili
zorientował się, że mówi do gołębia, który mimo wielkiej mocy
i zdolności jednak nie umie gadać. Delikatnie położył go na
głowie i wspiął się na drzewo, by pójść spać. Nagle
zmarszczył brwi.
- Zaraz,
skoro umiesz leczyć rany, to czemu nie wyleczysz sobie skrzydła? Na
pewno wolisz wolność niż siedzieć z czymś, co nie jest ani
człowiekiem, ani aniołem. I…
Jego głos
zamarł. Po pierwsze, jego misja polegała na czymś innym niż
odpoczywaniu i rozmowach z gołębiami. Powinien być w drodze i jak
najszybciej znaleźć Anioła Nienawiści. A po drugie, skoro gołąb
umiał leczyć, to czy mógłby…
Wspomnienia
stały się zbyt świeże. Krew, strumienie złocistej posoki
wszędzie – na ulicy, na ścianach, w domach, w ogrodach, na
kościołach, targach, mostach i chodnikach. Dłoń matki ciągnącej
go szybko za sobą, szybko wyrwana z jego dłoni. Nóż przecinający
jego czoło, zmiana barwy krwi na czerwoną w ułamku sekundy.
Przerażenie, że przestaje być aniołem. Życie czegoś
pośredniego, zbyt niezwykłego by być człowiekiem, i zbyt innego
by być aniołem.
- Mam
czternaście lat, wiesz? Powinienem być małym cherubinkiem czy
czymś, takim jak na obrazach, a nie osiągnąć wielkość i
dojrzałość dwustuletniego anioła! Ja się zestarzeję i UMRĘ. I
nigdy się nie dowiem, jakim byłem aniołem, bo ktoś uznał za
zabawne wyciąć mi gwiazdę. Ugryzłem go. Smak jego krwi pamiętam
do dzisiaj. Szukam go, by się na nim zemścić, ale i tak nie dowiem
się, kim byłem. Czy możesz mi pomóc?
Gołąb
popatrzył na niego, jakby rozumiał. Podreptał chwilę w miejscy,
po czym opuścił pazury na jego czoło. Chłopak zagryzł żeby, bo
wiedział, ze będzie boleć, a nie chciał krzyczeć. Jednak jego
wysiłek nie był potrzebny, bo gdy tylko poczuł, jak krew wytryska
z jego czoła, cicho jęknął, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
Przez chwilę czuł ulgę pomieszaną z lekkim bólem, ale potem
nagle pojawiło się straszne, okropne uczucie, jakby ktoś rozrywał
mu czaszkę od środka, uczucie wprost nie do opisania i zaczął
krzyczeć, krzyczeć tak głośno jak tylko mógł, tak, że myślał,
że wypluje płuca, a w końcu zerwał z czoła ptaka i odrzucił go
najdalej jak się dało, starając się nie zemdleć ani nie
zwymiotować. Gołąb, jakby zupełnie się nie przejmując
traktowaniem go w ten sposób, przydreptał i umościł się na
włosach płaczącego chłopaka.
- Miałem
nadzieję, że to zadziała – wychlipał Max. – Tak strasznie
chciałem wiedzieć, kim jestem. I właśnie teraz zrozumiałem, że
to się nigdy nie uda. Musiałbym wyrżnąć wszystkich i próbować
ich krwi po kolei, by znaleźć zabójcę moich rodziców, a to
niemożliwe. Po prostu, cholera, niemożliwe – zaśmiał się
histerycznie, patrząc na blask, który go otaczał za sprawą tego
gołębia i wtedy zrozumiał, co siedzi na jego głowie. Z okrzykiem
zamachnął się nożem na ptaka, ale on już przeskoczył a inna
gałąź.
- Jesteś
Duchem Świętym. Ty cholerny sukinsynie, byłem pewien, że chcesz
mi pomóc, z ty okazałeś się jednym z Trójcy Kurwa
Przenajświętszej. Zabiję cię. ZABIJĘ! To z wami walczę. To was
nienawidzę. To przez waszą cholerną nieudolną władzę zabili
wszystkich w moim mieście, bo udzieli pomocy buntownikom. –
Chłopak zwinnie skakał z po drzewie, goniąc zwierzę w jego
bezsensownej ucieczce. W końcu ptak, starając się pofrunąć,
spadł na ziemię, a w powietrzu rozniósł się krzyk, który…
Który stanowczo nie był gołębi. To był krzyk człowieka, który
jest śmiertelnie przerażony. Zdziwiony i zaintrygowany Max
zeskoczył na ziemię w idealnym momencie, by zobaczyć, jak z stopy
dziewczyny spadają ostatnie pióra. Przyjrzał się temu, po czym
podniósł oczy by ją obejrzeć i od razu zarumienił się, gdy
stwierdził, że jest naga i najwyraźniej tym niespeszona.
- Gdzie
jestem? I co tu robię? I kim jesteś? - zapytała, ignorując fakt,
że chłopak stał przed nią czerwony, z oczami wbitymi w ziemię
tylko po to, by na nią nie patrzeć. – Odpowiadaj albo skończysz
w lochu albo piekle.
Ta groźba
poskutkowała, bo wyrzucił z siebie:
- J-jestem
Max i nie wiedziałem, że D-Duch Święty... jest… płci żeńskiej.
- Który
jest rok?
- Dwa
tysiące siedemsetny.
- ZAMKNĘLI
MNIE W TYM CIELE NA TRZY TYSIĄCE LAT?! Zabiję ich.
- No teraz
przynajmniej mamy wspólny temat. Chętnie ci pomogę – wyszeptał
chłopak, a ona przyjrzała mu się uważnie i wybuchła śmiechem.
- W życiu
nie widziałeś nagiej dziewczyny? Przez trzysta czy tam czterysta
lat?
- Mam
czternaście lat. Nie mam gwiazdy… już nie mam… Więc starzeję
się jak człowiek. I widziałem, ale żadna nie świeciła ani nie
była wcześniej gołębiem i… i nie była… taka jak ty.
- Nawet o
tym nie myśl. Jesteś zbyt brudny i nie wiem jak wyglądasz pod ta
warstwa błota. A poza tym czternaście lat to dla mnie stanowczo za
młody.
Jego oczy
zrobiły się okrągłe.
- Zaraz…
Czy ty nie jesteś Duchem Świętym, nie dajesz darów czy czegoś i
nie jesteś wzorem cnót?
- Boże,
ta dwójka idiotów nagadała o mnie takich głupot, że zaraz padnę.
Bliżej mi ludzi niż aniołów. Jak tobie w sumie. Jestem Suse.
- J-już
się przedstawiłem… Ale jestem Max…
- Jesteś
uroczy. Zaczynam rozumieć, dlaczego moje gołębie serce cię
wybrało, ale jestem pewna, że to nie wszystko. Coś w tobie…
Takiego, że od razu, gdy cię zobaczyłam, sfrunęłam żeby ci
pomóc z tym dupkiem, bo… To będzie strasznie głupie i dziwne,
ok? – chłopak pokiwał głową. - Czułam, ze jesteś moim
właścicielem.
Odpowiedzią
były zupełnie już okrągłe oczy Max’a.
- Nie
wiesz co to było?
- Wiem
tylko, że to była odwieczna siła, z którą nie można walczyć,
ponieważ została stworzona przez Pradawną Magię w momencie, kiedy
zmieniłam się w gołębia i ten pakt odnawia się za każdym razem,
kiedy się znowu przemieniam w ptaka.
Buntownik
nie szanuje Trójcy Świętej, reszty aniołów i przepisów, ale
nawet on pochyla głowę gdy słyszy o TEJ magii, ponieważ jest ona
rzeczą, która jest od stworzenia świata, była wręcz wtedy, kiedy
na ziemi były tylko wulkany, skały i lawa, a życie powoli
powstawało pod jej czujnym okiem, i nie może przeminąć aż do
jego końca.
- Dobra,
Maxxie, a teraz mi mów, co ty kurwa robiłeś w środku puszczy w
ciągu takiej ciemnej nocy i dlatego ten sukinsyn próbował cię
zabić.
Chłopak
zagryzł wargę i postawił wszystko na jedna kartę.
- Widzisz,
kiedy ty byłaś… powiedzmy, że nie w pełni świadoma, to garstka
aniołów, którym nie podobało się wasze panowanie, zorganizowało
bunt. Co prawda przegrali większość powstań i zostali prawie
doszczętnie wybici w bitwie pod Wonderpolis, ale nie zrezygnowali i
do dzisiaj kryją się w jaskiniach, organizując oddziały
sabotażowe i bojowe.
- Dobra,
szybki kurs historii, która mnie ominęła był bardzo przyjemny,
ale oczekuję wyjaśnień.
- Jestem
jednym z nich. Szukam Anioła Nienawiści, by skończyć tworzyć
armię godną przeciwnika.
Dziewczyna
uśmiecha się.
- Mam dla
ciebie propozycję nie do odrzucenia.
***
Po
trzech dniach włóczenia się po lasach i mieście w końcu
zatrzymali się przed olbrzymim budynkiem Królewskiej Akademii
Aniołów. Ze strachem obejrzał wielkie bloki marmuru, wieże pnące
aż się do nieba i strażników, którzy uzbrojeni od stóp do głów
krążyli nad ich głowami, podejrzliwie mu się przyglądając.
-
Przepraszam bardzo, ale jak kurwa zamierzasz tam wejść? –
zapytał, wiedząc, że Suse nie może mu odpowiedzieć, bo w dzień,
dla bezpieczeństwa zamieniała się w gołębia.
Spojrzała
z na niego z politowaniem, o ile gołąb może tak na kogokolwiek
spojrzeć i weszła na jego głowę, a on poczuł dziwne skręcanie w
żołądku i ze zdziwieniem zauważył, że przestał rzucać cień,
a wartownicy ze zdumieniem rozglądają się, szukając go. Chłopak
uśmiechnął się radośnie i podskoczył, lądując na framudze
otwartego okna na pierwszym piętrze, po czym zakołysał się i
upadł na ziemię, boleśnie uderzając o nią twarzą. Suse, jak
zwykle, zdążyła odlecieć, bowiem jej skrzydło zrosło się się,
gdy było ręką i mogła je uleczyć. Max, krzywiąc się i
trzymając za nos, zauważył na stole gazetę z wielkim nagłówkiem:
„Anioł Nienawiści nie żyje – umarł w wieku tysiąca lat na
gruźlicę”. Przerażony rzucił się na artykuł i przeczytał
ostatni akapit: „Rada zdecydowała, że kolejny Anioł Nienawiści
nie jest nam potrzebny i zostanie usunięty, zanim zdąży zdziałać
zło.”
Zaklął
i pokazał wiadomość Suse. Spojrzała z politowaniem i zamieniła
się w dziewczynę.
-
Wiem, i dlatego przyszliśmy do tego, który nim dopiero zostanie. A
teraz rusz tyłek na aulę. – I stała się z powrotem gołębiem.
Max zamrugał oszołomiony i poszedł w kierunku, w którym
wskazywała strzałka z napisem „Aula”. Wślizgnął się do
środka i od razu rzucił, by ukryć się w kącie, z którego zaczął
obserwować całą salę, ponieważ była zapełniona uczniami. Jego
uwagę przykuł blondyn z kręconymi włosami związanymi w kucyk,
który jako jedyny wydawał mieć się to całe zamieszanie robione
przez nauczycielkę i resztę uczniów w głębokim poważaniu. Max
już miał wejść tam i zapytać, co właściwie robią, ale został
zatrzymany przez tłum nastoletnich aniołów wbiegających na salę
z okrzykami typu „Pali się!” albo „Zaraz umrzemy!”.
Zachichotał cicho, ale spoważniał, gdy na scenę na środku weszła
jakaś upiornie tłusta baba z nieproporcjonalnie małymi
skrzydełkami i ogłosiła komunikat o zaginięciu Suse (rzecz jasna
nie nazwała jej Suse tylko Duch Święty). Gołąb chyba też to
słyszał, bo niepewnie poruszył się na jego ramieniu, gruchając.
Jęknął i już miał rzucić się do ucieczki, gdy zorientował
się, że nikt nie zwrócił na nich uwagi, bo wszyscy byli zbyt
zajęci paniką.
Wszyscy?
Max
odruchowo zerknął w stronę kędzierzawego i zamarł. Chłopak
patrzył na niego z otwartymi ustami, a raczej zerkał na jego ramię.
Ramię z ślicznym, białym ptakiem, który mógł być tylko jednym.
Zielonooki znowu poczuł dławiące przerażenie i błagalnie na
niego spojrzałem, składając ręce jak do modlitwy. Przez chwilę
na jego twarzy widział wahanie, a potem tamten uśmiechnął się i
zasunął swoje usta dłonią, zamykając oczy, co znaczyło, że nic
nie widział. W tym momencie jego czoło pokryło się czernią, a on
zmarszczył brwi i krzywiąc się zakrył czoło, a jego gwiazda
przestała być normalna, a stała się czarna. Ktoś krzyknął na
niego po imieniu i Max zapisał w pamięci jak się nazywa.
Nike.
Nike
wpatrywał się w Max’a, który, uśmiechając się jak kot z
Alicji w Krainie Czarów, powoli zagłębiał się w ciemność kąta
auli, aż w końcu zupełnie zniknął.
Nike.
Nike. Nike.
Całkiem
ładnie.